Translate

niedziela, 21 października 2012

Listopad 2011

Bardzo dużo się wydarzyło ostatnimi czasy. Tak dużo, że aż nie miałam czasu tego opisywać ;)

Przede wszystkim nasza największa zmora, czyli padaczka, na razie przyczaiła się gdzieś w kącie, siedzi cicho jak mysz pod miotłą i udaje, że jej nie ma. Już dwa miesiące Adaś nie ma ataków i bardzo dzielnie stara się nadrobić stracone umiejętności, a nawet uczyć się czegoś nowego. Główka już znowu powoli zaczyna go słuchać, potrafi obrócić się z plecków na boczki i z powrotem na plecy. Pięknie łączy rączki w linii środka i trafia nimi do buzi. Rozkosznie się przeciąga prostując nad główką obie rączki. Uśmiecha się, ba! - śmieje sie w głos, kiedy się z nim bawimy lub do niego mówimy. Gada sobie radośnie, potrafi wyrazić zachwyt ("le!"), zaprosić do wspólnej zabawy ("e!"), wyrazić swój sprzeciw ("nieee!" ewentualnie "z angielska", czyli "neł!" ;)). Przepada za wszelkimi formami zabawy z ciałem - łaskotki, buziaki, stukanie głowami, raczki-nieboraczki i wszelkie formy przytulania to dla niego raj. Niestety, nie ma chyba za grosz słuchu muzycznego, bo uwielbia wręcz, gdy ja lub mąż mu śpiewamy i mógłby słuchać naszych "śpiewów" godzinami. Pozytywka Kubus Puchatek jest nadal jego najlepszym przyjacielem i leczy wszelkie smutki. Ostatnio nawet Adaś zaczął uderzać rączkami w grzechotkę, co zdawało się umiejętnością nie do osiągnięcia. 

Doskonałe wieści przyniosła też wizyta w ośrodku dla dzieci niewidomych w gdańskim Sobieszewie. Okazało się, że nasz synek widzi!!! Co prawda, widzi słabo i "wolno" (potrzebuje dużo czasu, żeby coś zauważyć), ale widzi. Jeździmy teraz zatem, kiedy tylko się da, do Sobieszewa na terapię wzroku i Adaś zaczyna coraz sprawniej posługiwać się tymi swoimi ślicznymi oczkami. Przygląda się już uważnie ludzkiej twarzy, potrafi podążyć za nią wzrokiem, poznaje mamę i tatę, zaczyna interesować się kontrastowymi, najlepiej też błyszczącymi zabawkami. Najbardziej jednak do gustu przypadły mu lampki choinkowe, więc już nie możemy się doczekać Świąt.

Ostatnio też uwielbia zabawę folią ratunkową (taka srebrno-złota bardzo szeleszcząca płachta). Gdy położymy mu ją pod nóżki, kopaniu w folię nie ma końca, a towarzyszy temu podskakiwanie pupą i gromkie okrzyki radości.

Trochę kłopotu (ale i radości oczywiście) sprawia nam też fakt, że Adaś bardzo wziął sobie do serca wskazówki cioci Sylwii, logopedki i postanowił definitywnie zerwać ze smoczkiem. Zarówno z tym do żucia (to już mniejszy problem), jak i tym na butelce. Gdy próbujemy mu dać pić z butelki ze smoczkiem lub z kubka-niekapka, nasz mały terrorysta odmawia ssania i otwiera szeroko buzię, jakby chciał powiedzieć: "Teraz sobie możesz mnie tym miziać po zębach, ja i tak nie będę współpracował!" ;)

Smoczek zatem poszedł już zupełnie w odstawkę, a my ze wszystkich sił staramy się odzyskać umiejętność picia z otwartego kubeczka. A że to trudna sztuka, to Adaś radośnie zalewa wszystko dokoła herbatką i zużywa kilkanaście bluzeczek dziennie (śliniaki niestety nie stanowią dla niego żadnej przeszkody w zamoczeniu się po pas).

Sporym osiągnięciem w dziedzinie spożywczej jest też ostatnio zjedzone pół herbatniczka. Z niewielką pomocą nasz syn trzymał go w ręce, odgryzał po kawałeczku i przeżuwał z namaszczeniem i błogością na obliczu. Ofiarą w tej akcji, poza ubrankiem Adasia i herbatniczkiem oczywiście, padła nasza kanapa.

Ostatnio Adaś w ogóle zaczął dużo lepiej jeść. Przestał już też w związku z tym wyglądać jak zagłodzony kurczak i zaczął bardziej przypominać dziecko (choć do rozkosznego, pulchnego bobasa jeszcze dużo mu brakuje). Ma to swoje dobre i złe strony. Do tej drugiej kategorii można zaliczyć jego nowy zwyczaj nocnych przekąsek, które uskutecznia co najmniej raz w nocy. Niestety, jak mawia mój mąż, Adaś cierpliwość odziedziczył po mamusi, a wytrwałość po tatusiu, co stanowi bardzo wybuchową mieszankę, zwłaszcza o drugiej w nocy ;) Jednym słowem, jedzenie ma być teraz i już, a jeśli go nie ma, to będę się go domagał absolutnie do skutku, choćby miało to trwać godzinami. Jednym słowem zaliczamy pierwszą porażkę wychowawczą, bo w technice przeczekiwania to nasz syn jest górą. :)

Komentarze zamieszczone na poprzednim blogu:
  • dodano: 27 stycznia 2012 15:09
    Anita,
    a jaki to kubek? Bo jeśli taki z dziubkiem, to Adaś traktuje go jak butelkę ze smoczkiem, czyli odmawia współpracy ;) Chyba że jest jakiś inny rodzaj?
    Pozdrowienia dla Lenki!
    autor Patrycja, mama Adasia

  • dodano: 14 stycznia 2012 22:32
    Hej
    Nasza Lenka też nie chce pić mleka przez smoczek. Sprawdził się kubek z silikonową nakładką :)
    Pozdrawiam
    autor Anita
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz