Translate

środa, 31 października 2012

31. października 2012

Wizyta w Gdańsku zakończona sukcesem  – nie znaleziono neuroblastomy! :) Następna kontrola za około 3 miesiące. Pomijając cel tych wizyt, to nawet lubię tam przyjeżdżać. Wszyscy – i lekarze, i pielęgniarki – są bardzo mili, dopytują, co u Adasia, podziwiają, jak urósł, wspominają, jaki był maleńki, gdy trafił na oddział po raz pierwszy. Czuję się, jakbym odwiedzała dobrych znajomych. I taka refleksja mi się nasunęła – nigdy nie przypuszczałabym, że wizyty odbywane w celu poszukiwania nowotworu u ciężko chorego dziecka mogą być przyjemne. To tylko świadczy o tym, jak ogromne znaczenie mają zwykłe odruchy życzliwości, takie jak uśmiech czy ciepłe słowo. Lekarze i pielęgniarki na tym oddziale i w pracowni usg nie mają wpływu na to, czy znajdą u Adasia nowotwór, czy nie. Ale mają wpływ na moje samopoczucie podczas pobytu tam i to wykorzystują w 100 procentach.

Ja też nie mam wpływu na wiele wydarzeń z życia mojego czy otaczających mnie ludzi. Ale mam wpływ na to, czy ludzie, których los ze mną zetknął, wyjdą ze spotkania ze mną wzmocnieni, czy nie. Próbuję w każdej chwili o tym pamiętać.

***

Dzisiaj jedna z Czytelniczek Laurkowego Bloga zamieściła na nim link do przepięknego filmiku o Eliocie, maleńkim chłopczyku, który chorował na Zespół Edwardsa. Filmik można obejrzeć, klikając na poniższy link:


Oboje z mężem oglądaliśmy ten film i łzy spływały nam po twarzach. Byliśmy i jesteśmy niezwykle poruszeni postawą rodziców Eliota, tym, jak pięknie potrafili wykorzystać czas, który został im dany. 
Film ten przypomniał nam o naszym postanowieniu z pierwszych tygodni życia naszego Adasia, kiedy to postanowiliśmy uczynić święto z każdego dnia spędzanego z naszym synkiem. Udawało nam się to jakiś rok, a potem… Właśnie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że w codziennym pędzie między domem, pracą, rehabilitacją, szkoleniami i całą masą innych nieistotnych spraw, chyba zapomnieliśmy o tym, że co wieczór bezpowrotnie tracimy jeden dzień. Dzień, który miał być świętem, a znów był męczący, szybki, pełen zdenerwowania i smutku.

Mocno postanowiliśmy sobie poprawę. To wszystko – dom, praca, doskonalenie zawodowe – to wszystko jest ważne, ale nie może przysłaniać nam najważniejszego, czyli cudu każdego dnia z Adasiem. Tak łatwo jest dać się porwać codziennemu życiu, wybiegać w zmartwieniach naprzód i zapomnieć o tym, co naprawdę jest istotne. Nie mamy całego czasu tego świata, więc to, co mamy, chcemy wykorzystać najlepiej, jak potrafimy. Dobrze, że w porę sobie o tym przypomnieliśmy.


2 komentarze:

  1. widziałam kiedyś ten filmik, szalenie wzruszający.. pięknie podchodzicie, celebrujecie każdy dzień z Adasiem, coś wspaniałego, dla mnie wzbudza to ogromny podziw :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, bardzo się staramy, aby każdy dzień z Adasiem był świętem, żeby żadnego dnia nie zmarnować. Oczywiście, różnie nam to wychodzi, ale kierunek jest zachowany :)

      Usuń