Translate

sobota, 12 stycznia 2013

12. stycznia 2013r.

Jak wszyscy, to wszyscy, więc nas też dopadło choróbsko. Jak w reklamie środka na przeziębienie i grypę pozarażaliśmy się wszyscy wzajemnie. Najpierw padł Tata i Babcia. Chorują już ze dwa tygodnie i wykurować się jakoś nie mogą. Potem zachorował Pawełek. Potem ja. O dziwo, najdłużej trzymał się Adaś – może dlatego, że od pierwszego kichnięcia Taty fundowaliśmy mu regularnie całą masę środków wspomagających odporność. Ale dwa tygodnie zmasowanego ataku wirusów pochodzących od wszystkich członków rodziny zrobiło swoje, wytrwale broniona twierdza padła i wczoraj późnym wieczorem Adaśko wywiesił białą flagę - zagorączkował, zaczął kaszleć i wyglądać zdecydowanie na chorego. Saturacja spadała, a tętno było bardzo wysokie. Wstępne osłuchanie obudziło duży niepokój, więc przerażeni zadzwoniliśmy po naszą kochaną Panią Doktor. Ta cudowna osoba nie zważając na porę – była 22-ga w piątkowy wieczór! – wsiadła w samochód i przyjechała do nas jak najszybciej. Okazało się, że jesteśmy na samym początku zapalenia oskrzeli i należy niezwłocznie włączyć antybiotyk. Adaś najlepiej toleruje antybiotyki dożylne, więc tego samego wieczoru wyciągnęliśmy z domu również naszą drugą stałą wybawicielkę, Panią Pielęgniarkę, która zawsze podaje Adasiowi dożylnie antybiotyki. Ona także, mimo późnej pory, bez wahania przyjechała do Adasia. Czy pisałam już, że nasz synek ma niezwykłe szczęście do spotykania na swej drodze samych dobrych ludzi? A swoją drogą, to nie mam pojęcia, czemu Adaś rozpoczyna chorowanie zawsze w nocy i to koniecznie w weekend albo w jakieś święto???

Po kilku próbach wkłucia się w Adasiowe cieniutkie, poskręcane i pozrastane od licznych wkłuć żyłki udało się założyć wenflon i już wczoraj wieczorem Adaś dostał pierwszą dawkę antybiotyku. Dziś czuje się już odrobinkę lepiej, chociaż jest bardzo słaby. Znów musieliśmy założyć sondę, znów towarzyszy nam monotonne pikanie pulsoksymetru i głośne buczenie koncentratora tlenu. Znów nasz salon zamienił się w mały szpitalik, a na stole królują akcesoria typu ssak, cewniki do odsysania, nebulizator, strzykawki do sondy itp., co nieustannie wystawia posłuszeństwo i silną wolę Pawełka na naprawdę ciężką próbę.

Pawełek bowiem czuje się już lepiej, chęć poznawania świata wróciła mu ze zdwojoną siłą, a Adasiowe sprzęty ciekawią go wprost niewiarygodnie. Co i rusz odrywa się od zabawek, staje przy stoliku, wyciąga paluszek w stronę któregoś ze sprzętów, po czym kręcąc głową mówi stanowczo: „nie!” i walcząc ze sobą cofa rączkę. Idzie znów się pobawić, po czym za kilka minut cała próba woli odbywa się od nowa. Pabliś bardzo stara się też ulżyć Adasiowi w chorobie. Zaobserwował, że często oklepujemy Adasia, aby pomóc mu pozbyć się zalegań. Podchodzi zatem do brata, najpierw przytuli się do niego lub delikatnie pogłaszcze go po główce, a potem staje koło Adasiowych pleców i tak jak my, z ważną miną, uderza w nie rączką. Po kilku klepnięciach, wyraźnie zadowolony z siebie, mówi „Tak!”, po czym z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku spokojnie wraca do zabawy.

Za to my, dorośli, już ledwo żyjemy, wykończeni własną chorobą, ciągłymi pobudkami w nocy (pulsoksymetr, zbijanie temperatury, napady padaczkowe), a co niektórzy z nas również dziewiątym miesiącem ciąży. W dodatku jeszcze dzisiaj jednej z naszych psic spuchło ucho, w którym prawdopodobnie zrobił się krwiak, więc do obowiązków doszło również nacieranie biednego ucha altacetem w żelu, głaskanie nieszczęśliwej i wizyta u weterynarza zaraz w poniedziałek. Druga psica za to czuje się chyba trochę urażona faktem, że obecnie nic jej nie dolega i nikt nie poświęca jej czasu, więc walczy o swoje 5 minut, znosząc nam wytrwale swoje gumowe zabawki (najlepiej wtedy, gdy oklepujemy lub odsysamy Adasia). Całe szczęście, że w dziedzinie wręczania i zabierania psu zabawek już coraz chętniej wyręcza nas Pawełek. Doszliśmy do wniosku, że można uznać, że mamy właściwie czworo "dzieci” i już z paniką myślimy, jak sobie damy radę, gdy już ich będzie pięcioro i w dodatku wszystkie naraz zachorują??? 


Adasiowa kolacja, a raczej wstęp do niej.
Na szczęście, jak jest zdrowy, to jest ze dwie strzykawki mniej ;)


12 komentarzy:

  1. U nas z psem jest to samo, jak krzyknę Chodź kochanie do mamy to pies jest zawsze pierwszy a jak przytulanki z małą trwają za długo to psica siada obok i zaczyna mnie skrobać łapą dopominając się o swoją porcję czułości. U nas też wirus i cały czas mam dylemat czy iść do lekarza. Kurujcie się, życzę zdrówka, a Pawełek to wymarzony brat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, urok tych mieszanych, ludzko-psich stad ;) A Pawełek jest naprawdę taki kochany i czuły dla Adasia. Mamy nadzieję, że mu to nie minie z wiekiem.
      Dużo zdrówka Wam życzymy i powodzenia w walce z wirusem! :)

      Usuń
  2. Choróbsko panuje naprawdę dokuczliwe i "ciągnące się"... no nic, oby jednak rychło przeszło!
    Wspaniale, że jesteście otoczeni życzliwymi ludźmi:)))) a co do dzieci-psów to uśmiałam się do łez.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My również pozdrawiamy i też mamy nadzieję, że w końcu pokonamy te wszystkie choróbska :)

      Usuń
  3. Patrycjo, kto jak nie Wy ma dać radę? :) Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich, Stella.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stella, dziękujemy :) Pozdrowienia dla Matiego i dziewczynek!

      Usuń
  4. Kochani, niech wam Pan Bóg ulży choć trochę. dzielne dzieciaki, dzielni rodzice :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca dziękujemy za tak ciepłe słowa! Największą łaską jest to, że ciągle wszyscy jesteśmy razem - dopóki tak jest, to możemy góry przenosić i nawet jak opadamy z sił, to zawsze wstaniemy. Pozdrawiamy serdecznie! :)

      Usuń
  5. Kochana Pati! Trzymam kciuki za Was wszystkich, szczególnie za Adasia. Nie dajcie się wirusom. A jeśli chodzi o przyciąganie dobrych ludzi, to Adaś odziedziczył tą umiejętność po Tobie. Dobro zawsze wraca do nas falami i ze zdwojoną siłą. Pozdrawiam z zasypanego Włocławka. ADAMSKO ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Kochane Adamsko! Dziękuję za tak miły wpis :) No i nie tracę nadziei, że któregoś dnia się znów zobaczymy i jak kiedyś pójdziemy we trzy na naleśnika do Manekina :) Buziaki!

      Usuń
  6. Kochani, życzymy Adasiowi zdrówka i Mamusi siły na te ostanie dni przed szczęśliwym rozwiązaniem. Jesteśmy z Wami całym sercem i modlitwą. Aga, Jacek, Patryś, Zuzia, Kubuś, Psiaki i Kociaki.
    Ps. Gdy otwieram bloga Zuzia mówi, "ooo, to nasz Adaś:) i zawsze przy wieczornej modlitwie nie pozwoli się prześcignąć w przypominaniu, ze jeszcze modlimy się za Adasia. Jeżeli moglibyśmy jakoś pomóc to będziemy szczęśliwi. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy! Zuzia musi być naprawdę słodka :) Z całego serca dziękujemy za to, że pamiętacie w modlitwie o naszym Adasiu, to cudownie, że są tacy ludzie, jak Wy! Pozdrawiamy ciepło!

      Usuń